Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dorosłych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dorosłych. Pokaż wszystkie posty

08 grudnia 2021

Archipelag Psa - i my na nim żyjemy

 

Każdy, kto czytał przypowieści wie, że mają one charakter uniwersalny. Miejsce i czas akcji nie są określone, bohaterowie nie posiadają imion - to znaczy, że przedstawione zdarzenia mogą się rozgrywać w każdym czasie, w każdym miejscu i przytrafić się każdemu z nas. To od razu widać w książce Archipelag Psa. Autor podkreśla we wstępie, że akcja może rozgrywać się w dowolnym czasie i miejscu. Wiadomo jednak, że chodzi o nas, bo dorzuca gorzkie pytanie: Jak przyszłe wieki ocenią wasze czasy?

Bohaterowie nie mają imion i nazwisk. To przywodzi na myśl przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. W niej postaci określono za pomocą pozycji społecznej lub pochodzenia: kapłan, lewita, Samarytanin.

W Archipelagu Psa jest podobnie. Występują: Starucha, Mer, Nauczyciel. Tylko nieliczni zostali obdarzeni imionami: Łucznik, Ameryk, Mila - to akurat osoby, które mają wielki wpływ na wydarzenia, choć nie one podejmują kluczowe decyzje. Można by rzec, że stają się narzędziami w rękach wielkich decydentów.

Na ich wyspie któregoś dnia pojawiają się nielegalni imigranci. Nie ma problemu, czy ich przyjąć. Przybysze są bowiem martwi – morze wyrzuciło zwłoki na plażę. Jest problem z tymi zwłokami, bo skandal mógłby zaszkodzić ważnym interesom. A trupy często budzą zainteresowanie prowadzące do skandalu. Trzech czarnoskórych mężczyzn można pochować, uruchomić odpowiednie procedury, zawiadomić władze, przeprowadzić śledztwo… a można po prostu wrzucić do przepaści - wyspa jest skalista. Ale sprzątnięcie zwłok z publicznego widoku to początek, a nie koniec problemów.

Mówi się że dopiero w sytuacjach granicznych okazuje się, kto jest człowiekiem, a kto nie zasługuje na to miano. Autor Archipelagu Psa świetnie połączył kwestie moralne z wciągającą akcją. Napięcie rośnie z każdym rozdziałem. W ludziach budzą się demony, uciec trudno - akcja przecież toczy się na wyspie (to jeden z symboli w tej książce). Skoro nie ma ucieczki, trzeba podejmować decyzje, gdzie jest dobro, a gdzie zło i po której stronie stanąć. Nie wszyscy są tam, gdzie biblijny Samarytanin.

Czyta się z zapartym tchem, a po odwróceniu ostatniej strony jeszcze długo jest o tym myśleć.

Philippe Claudel, Archipelag Psa, tłum. Beata Geppert, Kraków 2020

02 września 2021

"Wyloguj swój mózg"

 


    Wyloguj swój mózg - dziwny tytuł. Zwykle można wylogować SIĘ, czyli SIEBIE. Wylogowujemy się z jakiejś strony internetowej, co ma z tym wspólnego nasz mózg?

    Jednak mózg ma coś wspólnego ze wszystkim, co robimy. Co gorsza, nasze mózgi nie zmieniły się od kilku tysięcy lat, choć od dawna nie biegamy po sawannie i nie żywimy się tym, co własnoręcznie upolujemy. W skali ludzkiej historii tysiąc lat to szmat czasu, ale w skali ewolucji - tyle co nic. Dlatego nasze mózgi, przystosowane do zupełnie innych warunków, nie zawsze są gotowe do radzenia sobie w cyfrowym świecie. Tymczasem przebywamy w nim bardzo długo, często zaniedbując sen, kontakty towarzyskie i aktywność fizyczną. Naukowcy dokładnie policzyli, ile czasu dziennie można poświęcać smartfonowi bez skutków ubocznych. Ilu nastolatków stosuje się do tych zaleceń? 5 procent. 

    Jak pomóc własnemu mózgowi radzić sobie w cyfrowym świecie, aby skutecznie się uczyć, utrzymywać dobre relacje z ludźmi i mieć lepsze samopoczucie - o tym właśnie jest ta książka. Poradników na ten temat powstało mnóstwo. Ten jednak polecam szczególnie - dawno nic tak dobrze mi się nie czytało. Autor, znany psychiatra i ekspert medyczny, najwyraźniej ma klucz do ludzkich mózgów i wie, jak pisać, aby zaciekawić.  

Dlatego wyloguj swój mózg. Całkiem się wyloguj z internetu i przeczytaj książkę!

Sprawdź dostępność książki w bibliotece.


08 kwietnia 2021

Czym pachnie intelektualista?

 
Intelektualista powinien chyba pachnieć książkami
Jak wiadomo, w egzaminacyjnym opowiadaniu powinny się znaleźć elementy opisu albo charakterystyki. Dzięki nim można dostać punkty za elementy twórcze. Czytając     opowiadania mojej ósmej klasy, natknęłam się na charakterystykę Rudego:

Czuć od niego, że jest urodzonym intelektualistą.


To wprawiło mnie w osłupienie. Nie chcę kwestionować intelektualnych walorów bohatera - te są oczywiste, wyraźnie pisze o nich Kamiński. Ale jak to wyczuć? Czy intelektualiści pachną inaczej niż zwykli zjadacze chleba?

Najpierw przypomniały mi się biografie intelektualistów - w tym niestety ludzi pióra - którzy nie stronili od kieliszka. Oni chyba rozsiewali zapach alkoholu. Jednak o Rudym na pewno nie można tego powiedzieć. 

Potem zwróciłam uwagę na frazę: czuć od niego. Używamy jej, gdy chcemy powiedzieć, że ktoś rozsiewa zapach, raczej nieprzyjemny - to w odniesieniu do Rudego też nieprawda.


Problem nie w zapachu, tylko w budowie zdania. To, że ktoś jest intelektualistą, najłatwiej poznać po jego wypowiedziach, no może trochę też po zachowaniu, zainteresowaniach. Lepiej byłoby napisać tak:

Dało się poznać, że jest urodzonym intelektualistą.

Ewentualnie tak:

Widać było, że jest urodzonym intelektualistą.


Wniosek: Uważajcie, jak dobieracie słowa. Czasem można kogoś urazić, w niezamierzony sposób sugerując mu alkoholizm albo niechęć do mydła. A w najlepszym razie rozśmieszyć polonistę sprawdzającego wypracowania.


"Ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?"



 
Jest książka nosząca taki tytuł. Jej autorka to nauczycielka akademicka. Tacy ludzie – słusznie lub nie, to temat na inną dyskusję – kojarzą się z przynudzaniem. Dlatego po przeczytaniu pierwszych dwudziestu stron zajrzałam do internetu – musiałam się upewnić, czy Janina Bąk naprawdę ma coś wspólnego z nauką. Pisze bowiem, jakby była stand-uperką albo autorką tekstów do kabaretu. Już napis na okładce wydaje się dziwny. W środku książki jest podobnie. Tytuły rozdziałów są takie: Skąd wiemy, że owca rozpoznałaby na ulicy prezydenta? Czy jak wsadzimy głowę do lodówki, a nogi do piekarnika, to będzie nam w sam raz? W środku rozdziałów pełno żartów i aluzji oraz anegdot.

Mnie najbardziej wciągnęła ta o studencie socjologii, który w ramach badań naukowych chciał poznać środowisko gangu narkotykowego. W tym celu udał się do zajmowanego przez przestępców pustostanu na odludziu. Wcześniej przygotował specjalną ankietę i zamierzał poprosić o jej wypełnienie. Czy przeżył? – przeczytajcie sami. Ta anegdotka nie jest tylko dla ubarwienia opowieści. Autorka posługuje się nią, aby pokazać czytelnikowi, na czym polegają badania etnograficzne. W ten sposób tłumaczy się skuteczniej niż w najlepszym haśle z encyklopedii.

Niech Was jednak nie zwiedzie otoczka – ta lekka powłoka kryje w sobie całkiem poważną treść. Uczy rozsądku w podchodzeniu do wyników badań, szczególnie tych krzyczących sensacyjnymi tytułami w internecie. Co więcej, zaleca nieufność nawet do wykresów – okazuje się, że za ich pomocą można manipulować odbiorcą. W przystępny, dowcipny sposób tłumaczy podstawowe mechanizmy nauki. Pokazuje, skąd się wzięły szkodliwe mity – na przykład o związku autyzmu ze szczepionką przeciw odrze, śwince i różyczce. Przypomina, że jeśli dwa zjawiska sąsiadują w czasie i przestrzeni, to jeszcze nie dowód, iż jedno jest skutkiem drugiego.
Ta lektura pozwala zrozumieć, że rzeczywistość bywa skomplikowana. Dzięki takim książkom łatwiej przeciwstawiać się antynaukowym mitom, przesądom i – nazwijmy rzecz po imieniu – głupocie. Być może w czasach wszechobecnej rozrywki właśnie tak należy popularyzować wiedzę.
A jak z tą czekoladą – ile trzeba jej zjeść, by dostać Nobla? Tego nie zdradzę.

Piosenka o języku

 Wiele razy, czytając rozprawki, zżymam się na sformułowania typu osobiście uważam, moim skromnym zdaniem, jak już wcześniej wspomniałam…, mam nadzieję, że moje argumenty są dobre. Nazywam je watą słowną – wypełniaczami, które nie wnoszą do tekstu żadnej treści. Można wręcz podejrzewać, że ich zadaniem jest pokrycie pustki intelektualnej, wypełnienie limitu słów (wiadomo, że egzaminacyjna rozprawka powinna liczyć ich przynajmniej 200). To stary chwyt. Posłuchajcie wywiadu z dowolnym politykiem: przyparty do muru trudnym pytaniem dziennikarza, zaczyna odpowiedź od: Panie redaktorze… To daje  dodatkowych parę sekund na zebranie myśli.

Na szczęście język pisany ma tę przewagę nad mówionym, że mamy  więcej czasu na cyzelowanie swojej wypowiedzi. Dlatego też obowiązują w nim większe rygory staranności. To ważne, bo teraz część naszej komunikacji ma formę pisemną.

Chcę Wam polecić pewną piosenkę z serwisu YouTube. Wysłuchajcie jej, zanim następny e-mail do mnie rozpoczniecie słowem witam. Następnie, aby poćwiczyć streszczanie tekstów do egzaminu, przepiszcie do zeszytu i uzupełnijcie poniższe zdania.

Tematem tekstu jest…..
Autor tekstu tej piosenki analizuje…
i przekonuje, że ……..

PS Zdaje się, że strona internetowa, o której mowa w piosence, jest niedostępna. Warto natomiast zajrzeć na jasnopis. Tam możecie poddać analizie swoje teksty. Ja już sprawdziłam, co jasnopis sądzi o niniejszym wpisie.

"Mury" - książka dla wszystkich

 

Zazwyczaj inne książki pisze się dla dzieci, a inne dla dorosłych. Czy da się napisać taką, która może być dla wszystkich?

Boguś Janiszewski i Max Skorwider pokazali, że tak. W ich książce każdy znajdzie coś dla siebie, a przy okazji niemało się nauczy.

Autorzy zaczynają od kategorycznego stwierdzenia:
“Mury buduje się z dwóch powodów:
1.z murem można się schować,
2.za murem można kogoś zamknąć.”

Następnie rozwijają swoją tezę, podając przykłady historyczne i współczesne. O każdym przywoływanym murze umieścili krótką notatkę i dodali do niej dane statystyczne w małej tabelce. Wykazują się przy tym niemałą kreatywnością, łącząc na przykład upodobanie szkockich Piktów do tatuażu z Wałem Hadriana. Posługują się językiem  nietypowym dla mądrych książek, ale na pewno trafiającym do czytelnika. Pokazują mury powstałe różnych czasach – od starożytności do współczesności, mury z cegieł, z ludzi, z siatek, wody, związane ze sztuką i te najtrwalsze – mury w ludzkich głowach.
Trudno się nie śmiać przy lekturze, ale niektóre stwierdzenia, choć na pozór niewinne, brzmią gorzko: ”Jerozolima to święte miasto. Może właśnie dlatego było ciągle przez kogoś obleganie, palone, burzone i znów odbudowywane”.
Prezentacji murów towarzyszy przegląd technik ich pokonywania, z których negocjacje określono jako formę najnudniejszą.
Warto przeanalizować graficzną stronę książki. Konsument kultury masowej dostrzeże tu Batmana, czytelnik książek – Don Kichota, meloman – Johna Lennona, a każdy rozpozna prezydenta USA z żółtymi włosami. Ilustracje, podobnie jak tekst, łączą humor z bogactwem informacji i skojarzeń.
Podobno książka dla dzieci musi być napisana tak jak dla dorosłych, tylko lepiej. Ta jest – można ją polecić wszystkim, bez ograniczeń wiekowych. Najlepiej przeczytać  wspólnie, a potem porozmawiać. Tematów nie zabraknie.

Boguś Janiszewski, Max Skorwider, Mury, Poznań 2019

Sprawdź, w której bibliotece możesz wypożyczyć tę książkę.